Jeśli piszesz teksty na swoją stronę z pomocą AI i wychodzi z tego coś, co brzmi jak wszystko inne w internecie, to ten wpis jest dla Ciebie. Pokażę Ci, jak ja to robię, krok po kroku.
Ten wpis jest kontynuacją odcinka podcastu o treściach sprzedażowych i blogowych. W odcinku zapowiadałem, że ciąg dalszy też będzie do posłuchania. Powód, dla którego go czytasz, jest prozaiczny: musiałem zrobić przerwę w nagrywaniu, a w międzyczasie sporo się zmieniło. Uznałem, że lepiej dotrzymać obietnicy w formie wpisu, niż odkładać ją dalej. Jeśli odcinka nie znasz, zacznij od niego: Rodzaje treści na stronie: teksty sprzedażowe vs blogowe.
Dlaczego „napisz mi tekst o…” nie działa
Większość osób zaczyna od jednego zdania. Sprawdziłem, co z tego wychodzi, i dałem Gemini takie polecenie: napisz mi wpis na bloga o pisaniu tekstów na stronę z ai.
Dostałem gotowy wpis z dopiskiem: „Oto gotowy, praktyczny wpis na bloga, który możesz opublikować u siebie”. Zaczynał się tak:
Cytat z odpowiedzi:
Sztuczna inteligencja miała zrewolucjonizować tworzenie treści na strony internetowe – i w wielu miejscach faktycznie to zrobiła. Mamy dziś dostęp do narzędzi, które generują artykuły, opisy produktów czy strony sprzedażowe w zaledwie kilka sekund.
Uczciwie: rady w tym tekście nie są złe. Daj modelowi kontekst, zredaguj wynik, dodaj własne przykłady. Z większością się zgadzam. Problem w tym, że model sam sobie zaprzecza, a sam tekst jest „jałowy”, pisany dla każdego, czyli dla nikogo. Kilka przykładów:
- radzi dodać przykłady z życia i nie zawiera ani jednego – ponieważ ich nie zna,
- radzi zastąpić ogólniki liczbami i jako wzór podaje „zrealizowaliśmy 140 projektów w 3 lata”, czyli liczbę wymyśloną na potrzeby przykładu,
- każe unikać słowa „rewolucyjny”, a sam otwiera się zdaniem o tym, co AI miała „zrewolucjonizować”,
- obiecuje „sprawdzony proces krok po kroku”, ale nie mówi, kto i jak go sprawdził,
- i to nieszczęsne „kilka sekund”, które modele powtarzają z uporem maniaka…
Ten przykład dobrze jednak pokazuje, o co chodzi: tekst jest poprawny, gładki i niczyj.
Dlaczego? No bo model nie wie, kim jesteś, do kogo piszesz, co o tym temacie myślisz i co już wcześniej opublikowałeś. Dostał jedno zdanie, więc resztę uzupełnił tym, co w internecie najczęstsze.
Wyobraź sobie, że zlecasz tekst copywriterowi, którego widzisz pierwszy raz, i podajesz mu sam tytuł. Też dostaniesz coś ogólnego. Im mniej dasz na wejściu, tym mniej Twojego będzie na wyjściu.
Małe zastrzeżenie. Nie ma tu żadnej tajemnej wiedzy. Osoby, które pracują z AI na co dzień, robią to podobnie i pewnie niewiele tu znajdą nowego. Piszę dla tych, którzy dopiero zaczynają i chcą to robić z głową. Ten wpis też powstał tą metodą, z pomocą Claude’a, i w kilku miejscach pokazuję, jak to wyglądało od kuchni.

Krok 1. Przygotuj kontekst dla modelu
Zanim poprosisz o jakikolwiek tekst, model musi wiedzieć, dla kogo pracuje. Na ten kontekst składają się dwie rzeczy.
Opis Ciebie. Kim jesteś, czym się zajmujesz, dla kogo pracujesz, jak rozmawiasz z klientami. Dorzuć kilka anegdot z życia i przykładów, których używasz w rozmowach. To z nich model będzie później budował tekst, który brzmi jak Ty, a nie jak encyklopedia.
Twoje wcześniejsze teksty. Wpisy, oferty, opisy realizacji, transkrypcje nagrań. Model zobaczy z nich trzy rzeczy: co już było, do czego może się odwołać i jaki masz styl.
To jest praca na raz. Przygotowujesz, a potem tylko aktualizujesz, gdy coś się zmieni. Nie musisz ręcznie kopiować całej strony. W sieci znajdziesz narzędzia, które pozwalają pobrać treść z całej witryny.
Ja mam do tego założony projekt w Claude i trzymam wszystko w plikach projektu: opis tego, kim jestem i jak piszę, oraz dotychczasowe treści z podcastu i bazy wiedzy. Dzięki temu nie muszę za każdym razem opowiadać o sobie. Większość narzędzi posiada funkcję tworzenia projektów. Jeśli Twoje jej nie ma, przygotuj plik tekstowy i załącz go do promptu.
Pamiętaj: do kontekstu nie wrzucasz danych klientów ani niczego, co jest objęte poufnością.
Krok 2. Ustal temat i tezę
Temat to pytanie, na które tekst odpowiada. Najlepsze źródło tematów to pytania, które zadają Ci klienci. Jeśli brakuje Ci pomysłów, pomogą narzędzia pokazujące, o co ludzie pytają w wyszukiwarce, na przykład AnswerThePublic.
Sam temat to jednak za mało. Potrzebna jest jeszcze teza, czyli to, co Ty o tym myślisz.
Weźmy sobie przykład z innego wpisu:
- temat: ile kosztuje utrzymanie strony internetowej,
- teza: sama domena i hosting to tani wariant, ale tylko wtedy, gdy masz czas i wiedzę, żeby zajmować się stroną samodzielnie.
Jak ta teza wygląda w gotowym tekście? We wpisie o tym, ile kosztuje miesięczne utrzymanie strony internetowej, najtańszy wariant opisuję jako opcję dla osób, które mają podstawową wiedzę techniczną i mogą poświęcić stronie kilka godzin w miesiącu. Pozostałe warianty pokazuję jako cenę za spokojną głowę. Cały tekst jest ułożony wokół tej jednej myśli.
Drugi przykład: we wpisie Gadasz z AI jak z kolegą? twierdzę, że do konkretnej pracy lepszy jest przygotowany kontekst niż rozmowa z modelem.
Tezy nie zostawiasz modelowi. Poproszony o opinię poda Ci średnią z internetu, czyli coś, co nie będzie Twoje.
Krok 3. Zarys, czyli co chcesz przekazać
Zarys to wstępna wersja tego, co chcesz powiedzieć. Może to być roboczy tekst napisany Twoimi słowami albo lista punktów. Forma jest dowolna. Chodzi o to, żeby model wiedział, co ma się w tekście znaleźć oraz co Ty na ten temat sądzisz, zanim zacznie pisać.
Co warto w nim zapisać?
- główne punkty w kolejności, w jakiej chcesz je omówić,
- przykłady i doświadczenia, które pasują do tego konkretnego tematu,
- zastrzeżenia: kiedy coś nie zadziała, czego nie robić,
- do czego czytelnik ma zostać zachęcony na końcu.
Jak to wygląda w praktyce? Tak zaczynał się zarys tego wpisu:
Fragment promptu:
- przygotuj kontekst dla modelu: napisz kim jesteś, co robisz, daj jakieś anegdoty z życia
- daj do kontekstu inne swoje teksty, by model wiedział co już było, do czego może się odwołać oraz jaki masz styl
- przygotuj zarys: daj wstępny zarys tekstu lub przynajmniej w punktach, co tekst ma zawierać
- przeczytaj i skoryguj finalny draft: ręcznie popraw to, co model pomieszał, uprościł, nawiąż do swoich doświadczeń
Siedem takich punktów i dwie uwagi na końcu: o AI Act i o automatach. Na tej podstawie model przygotował draft, a ja go potem przeczytałem, poprawiałem i uzupełniałem, tak jak opisuję w kolejnych krokach.
I teraz tak. Tu wraca podział z odcinka, bo zarys wygląda inaczej dla oferty, a inaczej dla wpisu.
Tekst sprzedażowy. W zarysie muszą się znaleźć fakty, których model nie zna: ceny, terminy, zakres usługi, realizacje, grupa docelowa i korzyści z jej perspektywy. Dlatego przy tekstach ofertowych warto załączyć gotowe materiały: fragmenty oferty, cennik, opisy realizacji, opinie klientów. Model weźmie z nich konkret, zamiast go zgadywać.
Tekst blogowy. Wystarczy kilka przykładowych, wcześniejszych wpisów, pytanie, na które odpowiadasz, Twoja teza i to, co chcesz czytelnikowi wytłumaczyć.
Jeśli tych rzeczy nie podasz, model albo je zmyśli, albo ominie ogólnikiem w stylu „tworzymy dobre strony internetowe”. A od tego właśnie uciekamy.
Krok 4. Dodaj słowa kluczowe, jeśli piszesz pod SEO

Jeśli tekst ma ściągać ruch z Google, do zarysu dokładasz listę słów kluczowych. Narzędzi, które taką listę przygotują, jest sporo. Ja używam Neuronwritera.
Dostaję z niego frazy razem z informacją, jak często powinny się pojawić w tekście. Tę listę przekazuję modelowi razem z zarysem, w jednym poleceniu.
Słowa kluczowe mają wejść w tekst naturalnie. Upychanie ich na siłę widać od razu i czytelnik odbija się od takiego tekstu tak samo jak od ściany tekstu bez nagłówków.
Jeśli nie piszesz pod SEO, ten krok po prostu pomijasz.
Krok 5. Zrób research na bazie tezy i zarysu
Mając tezę i zarys, wykorzystuję narzędzia AI do researchu. Proszę o trzy rzeczy:
- źródła do tego, co twierdzę,
- sprawdzenie, czy moje twierdzenia się bronią,
- kontrargumenty, czyli co ktoś mógłby mi zarzucić.
Ten trzeci punkt jest ważny. Model chętnie przytakuje, więc pytanie „czy mam rację?” niewiele daje. Pytanie „gdzie się mylę?” daje dużo więcej.
I jedno zastrzeżenie. Model potrafi podać źródło, które nie istnieje, albo przypisać artykułowi coś, czego w nim nie ma. Dlatego każdy link otwieram i czytam. Jeśli w tekście ma paść liczba, to tylko taka, która faktycznie pojawiła się w źródle.
Mam na to świeży przykład z tego wpisu. Draft dałem do researchu w ChatGPT. Model sam ułożył plan: źródła pierwotne, Google i SEO, orzeczenia sądowe, art. 50 AI Act. Po 13 minutach wrócił raport, który wyglądał profesjonalnie. Tyle że w jego nagłówku stało: 0 cytatów, 0 wyszukiwań. W środku były twierdzenia, których w moim tekście w ogóle nie ma, na przykład o plagiacie na uczelniach. O AI Act ani słowa. Research nadawał się do poprawki, ponieważ zadania było zbyt ogólne i wymagało interpretacji i oceny wykonanej przez model.

Krok 6. Wstępny draft
Dopiero teraz proszę o tekst. Model dostaje wszystko naraz: kontekst, temat z tezą, zarys, słowa kluczowe i sprawdzone źródła.
To, co wraca, jest wersją roboczą. Nie tekstem do publikacji.
Krok 7. Przeczytaj i popraw ręcznie
Czytam cały szkic, od początku do końca. Na co zwracam uwagę?
- Co model pomieszał. Fakty, liczby, kolejność, przypisanie źródeł.
- Co uprościł. Zastrzeżenia potrafią zniknąć, a z „często” robi się „zawsze”.
- Czy teza jest nadal moja. Model lubi ją złagodzić, żeby nikogo nie urazić.
- Czy widać maszynę. Zwroty typu „warto zauważyć”, równe listy, bezosobowe „można” i „należy”. Pełną listę sygnałów opisałem we wpisie Jak poznać, że to AI?.
- Gdzie brakuje mnie. Dopisuję własne doświadczenia tam, gdzie tekst jest poprawny, ale mógłby go napisać każdy.
Uczciwie: przy dobrze przygotowanym kontekście model rzadko mi coś miesza. Sprawdzam mimo to za każdym razem, bo błąd podany gładkim, pewnym tonem łatwo przeoczyć.
Znacznie częściej dopisuję to, czego model sam z siebie nie wygeneruje. Dwa przykłady:
- Własna historia. We wpisie o tym, jak powstał beScript, opisuję rozmowy z prawnikami i psychologami, wersję, która wylądowała w szufladzie, i pisanie programu od nowa. Tego model nie wie, dopóki mu tego nie opowiem.
- Własny eksperyment. We wpisie o grafikach z ChatGPT pokazuję ten sam temat i dwa różne prompty, z wynikami obok siebie. Model może taki test opisać, ale dowodem jest dopiero test, który zrobiłem sam.
Ten krok zajmuje najwięcej czasu i to dobrze. Jeśli korekta trwa pięć minut, to znaczy, że tekstu nikt naprawdę nie przeczytał.
Czego nie robić: automaty, które same publikują
Część rynku SEO poleca dziś systemy, w których model sam pisze tekst na zadany temat i sam go publikuje, na przykład przez n8n. Bez człowieka po drodze. Wygląda to kusząco: ustawiasz raz i blog pisze się sam.
Ja tego nie polecam, z następujących powodów:
- Nikt tego tekstu nie przeczytał. Jeśli model coś zmyślił, zmyślił to pod Twoim nazwiskiem, a Ty dowiesz się o tym od klienta.
- Google patrzy na wartość. Samo użycie AI nie jest dla Google problemem. Liczy się to, czy tekst coś wnosi i czy widać w nim wiedzę i doświadczenie autora, czyli E-E-A-T. Masowe generowanie treści bez wartości dla użytkownika, szczególnie w celu manipulowania wynikami wyszukiwania, Google traktuje jako spam (wskazówki Google dotyczące treści z generatywnej AI).
- Ważniejszy jest jednak ten, kto czyta. On też przyszedł po coś konkretnego. Jeśli tego nie dostanie, uzna, że zmarnował czas. I jaką Ty będziesz mieć z tego korzyść?
- Taki tekst nic o Tobie nie mówi. Nie ma w nim tezy ani doświadczenia. Wracamy do punktu wyjścia, czyli do „napisz mi tekst o…”, w gorszym, hurtowym wydaniu.
Nie przeszkadza mi sztuczna inteligencja. Przeszkadza mi brak człowieka między modelem a przyciskiem „opublikuj”.
Pamiętaj: nie publikuj niczego, czego sam nie zweryfikowałeś.
Podpisujesz się, więc odpowiadasz
Jeśli pod tekstem jest Twoje nazwisko albo logo Twojej firmy, to za ten tekst odpowiadasz Ty, a nie AI. Tłumaczenie, że pomylił się model, nikogo nie przekona.
Dobrze to widać u prawników. Sąd w Hiszpanii ukarał adwokata grzywną za apelację z orzeczeniami, które zmyśliła AI, a polski NSA skrytykował pełnomocnika za bezkrytyczne zaufanie sztucznej inteligencji. Żaden z tych sądów nie zakwestionował samego korzystania z AI. Zakwestionowały brak weryfikacji. Opisałem to szerzej we wpisie o zmyślonych orzeczeniach.
W tym samym kierunku idą przepisy. Od 2 sierpnia 2026 r. stosuje się art. 50 AI Act. Nie nakazuje on oznaczania każdego tekstu napisanego z pomocą AI. Obowiązek dotyczy tekstów wygenerowanych lub zmienionych przez AI i publikowanych po to, żeby informować o sprawach interesu publicznego. Jest też wyjątek: oznaczenie nie jest potrzebne, gdy tekst zweryfikował człowiek i ktoś ponosi za publikację odpowiedzialność redakcyjną (omówienie na Prawo.pl).
Komisja Europejska doprecyzowała, że taka weryfikacja ma być merytoryczna. Sama korekta językowa albo formalne zaakceptowanie tekstu to za mało. W praktyce chodzi więc o ten sam proces, który opisuję wyżej: teza i zarys są Twoje, źródła sprawdzasz sam, a pod tekstem się podpisujesz.
Zastrzeżenie: nie jestem prawnikiem, a interpretacje tych przepisów różnią się w szczegółach. Opisuję tu swoje rozumienie. Jeśli masz wątpliwość, czy Twoje teksty pod ten obowiązek podpadają, skonsultuj to z kimś, kto zajmuje się prawem nowych technologii.
Podsumowanie
Opisana metoda nie brzmi tak sexy jak automat, który sam produkuje 10 tekstów tygodniowo. Tylko czy na pewno chcesz podpisać się pod czymś, czego nawet nie przeczytałeś?
Dla mnie jest to niedopuszczalne, a opisana metodyka jest tym, co obecnie uważam za złoty środek między optymalizacją czasu pisania, a rzetelnością stworzonych treści. I wcale nie jest to tak bardzo skomplikowane i czasochłonne, jak może się wydawać.
Czy wszystkie teksty na tej stronie powstały opisaną metodą? Nie, wiele wciąż piszę tradycyjnie. Kryterium jest czas: doba nie jest z gumy, a wolę napisać tekst z AI, niż odkładać go w nieskończoność. Taki tekst będzie nieco inny niż pisany ręcznie od zera, ale ciągle Twój. Przygotowanie tego wpisu zajęło mi jakieś 2 godziny (z przerwą na kawę).
Kontekst przygotowujesz raz: opis tego, kim jesteś, i Twoje wcześniejsze teksty. Temat, teza i zarys są Twoje. Model pomaga je rozpisać, ale ich za Ciebie nie wymyśli. Na końcu czytasz i poprawiasz, bo korekta jest częścią pisania. I jedna zasada na koniec: nie publikujesz niczego, czego sam nie sprawdziłeś.
Jeśli chcesz dostawać informacje o nowych wpisach i odcinkach, zapisz się do newslettera. A jeśli jeszcze nie znasz odcinka o treściach sprzedażowych i blogowych, to dobry moment, żeby do niego wrócić: Rodzaje treści na stronie: teksty sprzedażowe vs blogowe.
