W poprzednim wpisie omówiłem lokalny program do transkrypcji nagrań beScript (przeczytaj tekst o powstaniu beScript). O ile prace nad nim rozpoczęły się dość spontanicznie, o tyle drugi program — beDocs — był w pełni przemyślaną produkcją, która adresuje wiele uzasadnionych obaw prawników dotyczących korzystania z AI. W tym wpisie zebrałem je w trzy obawy, które słyszę najczęściej.
Obawa 1: Czy moje dane są bezpieczne?
Podobnie jak beScript, beDocs miał początkowo być programem w pełni lokalnym. Niestety to założenie w pewnym momencie uderzyło w sufit. Małe, lokalne modele są świetne w swoich niszach, ale nie nadają się do dużej, kompleksowej analizy prawnej. Do tego potrzebny jest większy model, którego nie odpalisz na swoim komputerze.
Dlatego beDocs jest programem hybrydowym, w architekturze local-first. Co to oznacza w praktyce?
- 3 z 4 modułów pracują w całości offline,
- anonimizacja i deanonimizacja odbywają się na Twoim komputerze (chmura nigdy nie ma dostępu do danych osobowych), a bez niej nie wyślesz nic do API modelu,
- dostępny jest opcjonalny tryb offline, który blokuje wysyłkę do chmury oraz przeszukiwanie API Sejmu i SAOS,
- NIC nie zostaje wysłane bez Twojej wiedzy — klucz licencyjny sam się nie zweryfikuje, aktualizacje same się nie sprawdzą, zapytanie do API Sejmu samo się nie wyśle, a dokumenty do analizy w chmurze nie trafią do niej bez Twojej wyraźnej akceptacji.
Dzięki temu to Ty decydujesz, kiedy chcesz skorzystać z połączenia z internetem. Nikt Cię do tego nie zmusi.
A co z ryzykiem, że dane pojawią się publicznie? Nie dam Ci na to gwarancji — nikt nie da. Mogę Ci jednak opowiedzieć, co robimy, żeby do tego nie doszło:
- większość funkcji nie wysyła nic, nigdzie,
- przed wysyłką wymuszamy przynajmniej wstępną, zautomatyzowaną anonimizację,
- dokładnie widzisz, co wychodzi, a przed eksportem widzisz, co wróciło (w tym to, że dane wciąż są anonimowe),
- przywracanie danych odbywa się wyłącznie lokalnie,
- proxy i API — u jednego dostawcy, w EOG; część infrastruktury jest w Polsce, a część we Francji,
- nie przechowujemy Twoich danych,
- możesz wygenerować szczegółowy raport przetwarzania danych z każdego zapytania wysłanego do chmury — przy czacie jest to w zasadzie niemożliwe,
- możemy podpisać umowę powierzenia danych.
Obawa 2: Czy mogę zaufać odpowiedzi modelu?
Halucynacje modeli AI są niejako „wdrukowane” w ich cyfrowe DNA. Algorytm bazuje na rachunku prawdopodobieństwa i z definicji chce być pomocny. Jeśli otrzyma zbyt mało danych lub ich jakość będzie niska — najpewniej sam uzupełni „brakujące miejsca”. Taka jest ich natura; wszelkie deklaracje typu „nasze AI nie halucynuje” można wsadzić między bajki.
Można jednak to minimalizować. Gdy model otrzyma precyzyjny prompt i dobrej jakości kontekst — ryzyko halucynacji spada drastycznie.
I dlatego, choć może to być nietypowe, zrezygnowałem w beDocs z modułu czatu. Długo się nad tym zastanawiałem i wyrzuciłem gotowy, działający moduł czatu, zastępując go modułem budowania kontekstu.

Dlaczego moduł budowania kontekstu jest lepszy? Pisałem o tym tutaj, więc tylko podsumuję:
- czat sprzyja zadawaniu ogólnych pytań, które mogą być błędnie zinterpretowane przez model,
- jeśli podczas rozmowy pojawi się błąd, halucynacja lub wątek poboczny — model może zacząć gubić wątek lub zapętlać się w błędach (dryfowanie),
- pytania do czatu zakładają, że model „wie” — ale czy na pewno?
- rozmowa z czatem to często marnowanie czasu.
Moduł budowania kontekstu pozwala — w oparciu o wygodne presety — przygotować dokładny, uporządkowany materiał, który model ma przeanalizować, uporządkować lub wykorzystać przy tworzeniu pisma. Gotowy kontekst zawiera:
- prompt systemowy oraz zabezpieczenia — nie musisz o tym pamiętać ani się tego uczyć,
- zadania szczegółowe, którymi rozbudujesz domyślny preset,
- źródła, takie jak akty prawne, orzeczenia itp.,
- anonimowe treści do analizy.
Następnie wysyłasz pliki do analizy, czekasz i od razu dostajesz draft opinii prawnej, pozwu, wezwania itp. — bez gadania z czatem, znacznie zmniejszając ryzyko halucynacji.
A co, jeśli model i tak zacznie halucynować? Tutaj zabezpieczamy się na dwa sposoby:
- moduły lokalne, które mają dostęp do pełnych dokumentów, wskazują źródło, na którym bazowały — dokładny fragment, z którego uzupełniona została komórka zestawienia lub treść szablonu,
- moduł chmurowy nie ma dostępu do niczego, czego nie załączysz w kontekście (co jest celowe) — dlatego skupia się na tych treściach; jeśli czegoś nie jest pewien albo podaje przepisy, oznacza te fragmenty jako treści do weryfikacji, dzięki czemu łatwiej je wyłapać i poprawić.
To prowadzi wprost do pytania o przepisy: czy cytowane akty prawne będą prawidłowe?
Baza aktów prawnych – dlaczego jej nie ma?
Niemal wszystkie produkty AI dla prawników chwalą się potężną bazą aktów prawnych i orzeczeń, idącą w setki tysięcy dokumentów. Brzmi imponująco, ale ma poważne konsekwencje dla dostawcy — utrzymanie i obsługa takiej bazy kosztuje. Powiem więcej: samo jej przeszukiwanie kosztuje, więc często nie jest zbyt dokładne. Jak to zwykle działa?
- Krok 1: wysyłasz pytanie do AI.
- Krok 2: pytanie trafia do proxy dostawcy (zwykle w EOG); to tam, zupełnie poza Twoją kontrolą, model dostaje „jakieś” fragmenty aktów prawnych — raz lepszych, raz gorszych.
- Krok 3: pytanie + akty trafiają do API modelu — zwykle poza EOG, bo najłatwiej korzystać z API firm z USA.
- Krok 4: do Ciebie wraca odpowiedź.
Właśnie dlatego beDocs świadomie nie posiada bazy aktów prawnych. To decyzja, nie brak — program ma oddać kontrolę Tobie. To Ty jako prawnik najlepiej wiesz, który artykuł, wyrok czy dokument ma trafić do modelu; żaden algorytm nie zrobi tego lepiej za Ciebie. A przy okazji: dzięki temu produkt jest tańszy i nie musisz płacić za utrzymanie ogromnej bazy, z której i tak korzystasz gdzie indziej.
Domykając ten wątek: gdyby beDocs miał taką bazę, czy zrezygnowałbyś z tej, z której obecnie (często od dawna) korzystasz? Myślę, że to pytanie retoryczne.
Uzupełnienie: beDocs posiada wbudowaną wyszukiwarkę aktów prawnych i orzeczeń, ale korzystamy tu z otwartych źródeł, takich jak API Sejmu RP. Przepisy nigdy samoistnie nie trafiają do modelu — musisz dodać je Ty.
Obawa 3: Czy to naprawdę przyśpieszy moją pracę?
Dużo się słyszy o tym, że AI zamiast ułatwiać — utrudnia pracę: pisanie promptu i weryfikacja wyników zajmują często więcej czasu niż napisanie pisma samemu. To realny problem, który w beDocs rozwiązujemy następująco:
- nie musisz wklejać treści dokumentów,
- masz gotowe, zadaniowe moduły,
- prompty są zaszyte w programie — nie musisz ich wymyślać,
- w module kontekstu masz gotowe presety; możesz stworzyć własny lub kontynuować sprawę na jej kolejnych etapach,
- model chmurowy oznacza większość niepewności,
- modele lokalne pokazują źródłowy fragment,
- eksport może się odbywać bezpośrednio na Twój papier firmowy — nie musisz nic kopiować z czatu.
Podsumowując
To nie jest kolejny program, który krzyczy „AI zrobi wszystko za Ciebie!”. beDocs robi coś innego — oddaje Ci kontrolę zarówno nad danymi wrażliwymi, jak i nad aktami prawnymi, które trafiają do analizy. Ułatwiamy weryfikację danych, ale nie twierdzimy, że nie musisz jej robić. Przyśpieszamy pracę, bo nie musisz gadać z czatem i kopiować jego odpowiedzi do MS Word.
Na koniec zachęcam Cię do przetestowania beDocs oraz beScript — jeśli jeszcze nie wiesz, co to za program, koniecznie przeczytaj część 1.
